piątek, 19 października 2012

Mamy pierwszą licytację dla Piotrusia - ŁOŚ zrobiony przez moją koleżankę Agnieszkę, która zajmuje się tworzeniem pięknych rzeczy, zresztą sami zobaczcie:

 

Oto link do bloga Agnieszki:
http://handmadebymama.blogspot.com/2012/10/os-czy-zwa-jak-zwa-dla-piotrusia.html


Agnieszka - bardzo Ci dziękuję, za Twą pomoc i zaangażowanie :))))

Aga sama jest mamą dwójki maluchów, a mimo to znalazła czas, by pomóc mojemu dziecku. Jestem bardzo wzruszona, gdy widzę tego Łosia :) Jest świetny:)



Akcja pod hasłem "Piotrusiowe serduszko musi bić!" ruszyła pełną parą. Drukarnia przygotowuje dla nas pierwszych 5tys. ulotek. Dziękujemy Panu Danielowi za piękny projekt i profesjonalną pomoc, a Marcinowi za przetłumaczenie tekstu na angielski - sami nie umieliśmy tego dobrze zrobić.

To niesamowite, że nagle odzywają się do nas osoby, których osobiście nie znamy i bezinteresownie oferują swą pomoc. Wczoraj i dziś szczególnie tego doświadczyłam.

Lokalna prasa przygotowuje artykuł o Piotrusiu. Padają też wstępne ustalenia dotyczące imprez, podczas których zbierane będą środki na leczenie naszego synka.
Jest z nami wielu przyjaciół, odzywają się starzy znajomi, wszyscy oferują nam wsparcie, zarażają nowymi pomysłami.

Muszę przyznać, że miałam dziś pierwszy od sierpnia poważny moment załamania. Przez chwilę wszystko to wydało mi się nie do przejścia. Przychodzi taki moment, gdy człowiek popada w jakiś stan otępienia i mówi: "dość". Tak jednak nie można. Zostawiłam wszystkie materiały związane ze zbiórką i wyszłam na spacer z dziećmi i moją siostrą. Wszyscy potrzebowaliśmy odpoczynku.

Piotruś lubi jeździć razem z Paulinką wózkiem, tzn. staje na rurce łączącej koła, a ja wożę ich w ten sposób obydwóch. Tak załadowany wózek waży ok. 50 kg :) Pojechaliśmy na rynek. Piotrek pobiegał wokół fontanny, ale gdy zaczął moczyć ręce w wodzie - pojechaliśmy dalej. Później obserwował dźwig pracujący obok poczty. Pobawił się z dziećmi w parku i wróciliśmy do domu. Paulinka większość podróży przespała:)

Wszystko kręci się wokół Piotrusia ostatnimi czasy, a nasza Paulinka zaczęła wstawać na nóżki w łóżeczku:) Taka ważna rzecz:)

Chciałam podziękować wszystkim, którzy modlą się o naszą rodzinę - bardzo dziś tego potrzebowałam:) Tyle osób napisało dziś do mnie, odpisałam na tyle maili na facebooku, że serwis chwilowo uznał mnie za spamera i wysłał komunikaty ostrzegawcze, że jeśli nie przestanę pisać z taką częstotliwością - zostanę zablokowana. Lepiej nie ;)

Dziś zdjęcie Paulinki, żeby nie było, że tylko Piotruś i Piotruś... Ona już stoi na nóżkach:)





niedziela, 14 października 2012


Właśnie dostaliśmy dokumenty z Monachium! Bardzo, bardzo się cieszymy:) Koniec naszych formalnych problemów:) Piotruś został zakwalifikowany do operacji w Monachium na styczeń 2013 r. Koszt operacji - ok. 36000 euro. Wszystkie dokumenty zostały już złożone w fundacji, lada moment otwieramy zbiórkę :)

Piotrek dostaje nową szansę, szansę na normalne życie. Na to, że będzie chodził do szkoły... wspinał się na drzewa, jak zdrowy chłopiec...

Wierzę, że Bóg wysłuchuje modlitw. Zawsze, za wszystko będę Mu dziękować.

P.S.> Zbiórka została już otwarta :)

piątek, 12 października 2012

Mieliśmy trochę stresujący czas ostatnio, gdyż pojawiły się przeszkody formalne w załatwianiu spraw związanych z operacją. Ale... dałam na luz. Trzeba trochę poczekać - poczekamy. Być może po 15 października trochę się wyjaśni. Piotruś ma być wstępnie operowany w styczniu, przez prof. Malca, ale prawdopodobnie w innym miejscu, niż to wstępnie było zaplanowane. Informacje te są jeszcze nieoficjalne, więc nie chcę wchodzić w szczegóły. Właśnie ze zmianą miejsca związany jest problem... Polskie prawo jest tak skonstruowane, że aby uzyskać zgodę Ministerstwa na leczenie za granicą i móc otworzyć zbiórkę pod hasłem "operacja za granicą", na dokumentach kwalifikacyjnych musi być precyzyjnie wskazane miejsce operacji: placówka, adres. A tutaj decyzje jeszcze zapadają. I mimo, że jest termin, jest osoba, która podejmuje się leczenia - nie możemy nic zrobić. Nie możemy zbierać środków na leczenie, dopóki sytuacja się nie wyjaśni i nie zapadną ostateczne decyzje co do miejsca operacji. Absurdalnie: Ministerstwo, które nie dokłada ani grosza do leczenia, musi wydać zgodę, by leczenie mogło się odbyć w tym i w tym miejscu... Mniejsza o to, szkoda nerwów. I gdy właśnie zaczynam się denerwować, przypominam sobie wiele sytuacji z mojego życia, gdy pozornie czas działał na niekorzyść... pojawiały się nerwy, niepotrzebnie... a później i tak wszystko wychodziło dobrze - tak jak ma być. To Bóg decyduje o tym, co dla mnie dobre, nie człowiek. Każda ziemska władza kryje się wobec Jego planów, Jego decyzji. Jestem Bożym dzieckiem :) Mój dobry Ojciec w Niebie wie, z czym się zmagam, czego mi potrzeba i jak rozwiązać sytuację, by wszystko wyszło tak, jak należy.
Biblia i modlitwa - nigdy nie zawodzą. Jest ci źle - módl się. Nie wiesz, jak działać, co zrobić - módl się. Zaczynasz marudzić, narzekać, denerwować się na ludzi wokół - zacznij ich błogosławić, dziękować Bogu za miejsce i czas, w jakich cię postawił, bo to wszystko ma sens. Może dziś go nie widzisz, ale jutro...? Jutro może wyglądać zupełnie inaczej. Nie wiesz w swej rozpaczy, jak się modlić? Zacznij chwalić Boga. Już dawno odkryłam, że gdy czasem jestem bezsilna, brakuje mi słów, by o coś prosić... chwalę Boga i dziękuję za wszystko, co mam, a reszta zaczyna się układać.

"[...]wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem zanim go poprosicie." Mt. 6,8

"I zanim zawołają, odpowiem im, i podczas gdy jeszcze będą mówić, Ja już ich wysłucham." Iz.65,24

Bóg wie, przez co przechodzisz, z czym się zmagasz. Jest blisko, bliżej, niż ci się wydaje. I jeśli myślisz, że szukasz Boga... To Bóg szuka człowieka, tylko nie zawsze człowiek daje się Mu odnaleźć.

poniedziałek, 8 października 2012

czwartek, 4 października 2012

Wczoraj Krzysiek rozmawiał z Panem profesorem. Chce operować Piotrka w styczniu. Wszystko jest dobrze, jeśli chodzi o stronę medyczną. Jesteśmy wdzięczni temu niesamowitemu człowiekowi, że daje szansę naszemu dziecku.

Jest inny problem... Z pewnych względów formalnych, na które nikt nie ma wpływu, nie możemy jeszcze otworzyć zbiórki... Czas ucieka, do stycznia zostały trzy miesiące... Sprawa jest skomplikowana, właściwie nie mogę o tym pisać i nawet nie mam siły... Nie wiem, jak długo to potrwa i kiedy wszystko się wyjaśni. Być może wszystko przesunie się o wiele miesięcy... Trudno powiedzieć na dzień dzisiejszy, oczywiście działamy, pytamy, może coś się wyjaśni, oby... Jeszcze nie mieliśmy tak trudnego czasu, jak teraz... Ale wiem, że wszystko będzie dobrze, nie wątpię w to. Za jakiś czas spojrzę na to z innej perspektywy.

A przede wszystkim - jest mój Bóg, dobry Ojciec w Niebie... "Jego jest ziemia i czas" - tak śpiewam w pewnej starej piosence. Bóg nie na darmo stawia nas w danym czasie, w danym miejscu, w danych okolicznościach. To On o wszystkim zadecyduje, więc mogę być spokojna. Jest ciężko, ale mam pewność, że jestem w woli Bożej. Kiedyś tego nie rozumiałam i przypuszczam, że niejeden czytelnik szeroko otwiera oczy, może się nawet śmieje, ale co mi tam... Wiem, że im bardziej zbliżysz się do Boga, tym bardziej On zbliży się do Ciebie. Jak by nie było, jestem córką Króla:) Jego jest ziemia i czas...